email: biuro@fzz.org.pl
tel: (+48) (22) 628 73 75
Logo Forum Zwiazkow Zawodowych

Forum Związków Zawodowych

We wtorek 29 maja Parlament Europejski przyjął rewizję dyrektywy o pracownikach delegowanych. Za było 457 posłów, przeciw 147, wstrzymało się 49. Był to ostatni etap w unijnym procesie legislacyjnym. Poprzedziły go długie, żmudne negocjacje, w tym na ostatnim etapie w ramach tzw. trilogu, kiedy to do „ostatecznych” negocjacji siadają przedstawiciele Komisji, Parlamentu i Rady i szukają kompromisu. Bułgaria, która teraz ma przewodnictwo w Radzie zaczęła wycofywać się z kilku punktów, o które wcześniej walczyła  z innymi państwami centralnej Europy widząc, że z nimi kompromisu nie będzie, a każda prezydencja chce mieć na swoim koncie jakiś znaczący sukces. Zamknięcie sprawy delegowania było na bułgarskiej „liście sukcesu”, więc zaczęto łagodzić stanowisko. Zawarty w trilogu kompromis oznaczał, że Parlament Europejski już nie będzie otwierał dyskusji, skoro jego przedstawiciele brali udział w tych rozmowach. A jednak wielu posłów z naszego regionu próbowało jeszcze „walczyć”, szukając sposobu na otwarcie debaty. Warto zauważyć, że głos z Polski przed ostatecznym głosowaniem brzmiał w zasadzie jednorodnie, co w przypadku PO i PiS w kraju jest raczej ewenementem. Oto kilka przykładów:

Danuta Jazłowiecka (PO).  Nie ma bardziej złych rozwiązań psujących rynek wewnętrzny Europy od rewizji dyrektywy o delegowaniu pracowników. W całej Europie szczególnie dzisiaj brakuje rąk do pracy. Stąd też pracownicy są delegowani do krajów, gdzie na lokalnym rynku brakuje wykwalifikowanych pracowników, bądź lokalni nie są zainteresowani danym rodzajem pracy, a my skracając delegowanie do 12 miesięcy, obciążając firmy wszystkimi formami układów zbiorowych niszczymy rynek wewnętrzny. Rewizja miała służyć wyeliminowaniu nieuczciwych firm stosujących tzw. social dumping. W dokumencie nie ma tych rozwiązań. W rewizji mamy chaos, multum biurokracji, którą obciążymy wszystkie firmy delegujące czy to z Niemiec, Francji, Polski, Holandii, Belgii czy Bułgarii. To z tych krajów małe i średnie firmy będą upadały pod nałożoną na nie biurokracją. Dodam, uczciwe firmy, bo na firmy-przykrywki (letterbox companies) nie znaleźliśmy rozwiązań, te nadal będą kwitły. Tylko jasne prawo rynek będzie respektował. Czy naprawdę Europejczycy muszą ponosić koszty pomysłów jednego polityka? Czy musimy być więźniami populizmu?

Czesław Hoc (PiS): Analizując całościowo, rewizja dyrektywy w sprawie delegowania pracowników wydaje się potwierdzać opinię, że Unia Europejska to swoisty klub imienia Karola Darwina. W tej pseudorówności wygrywa większy i silniejszy. I choć nieco złagodzono pierwotne zapisy dyrektywy, to końcowy wynik nadal odczytuję jako uderzenie w przedsiębiorczość państw Europy Środkowo-Wschodniej, a szczególnie w Polskę, która ma największą flotę transportową w Europie i dość liczną grupę pracowników delegowanych. To na pewno nie służy integracji europejskiej i konkurencyjności gospodarki europejskiej. W konsekwencji może doprowadzić do upadku mikro- i małych przedsiębiorstw tej branży oraz do obniżenia konkurencyjności całej gospodarki Unii Europejskiej. Nasz projekt europejski opiera się na zasadach wspólnego rynku, swobody świadczenia usług, swobody przemieszczania się pracowników, a nie na zasadach protekcjonizmu ze strony silniejszych państw. Zatem silniejsi w Unii Europejskiej nie zgodzili się na dwudziestoczteromiesięczny okres delegowania długoterminowego, walcząc z dumpingiem socjalnym, którego nawet nie zdefiniowano. I tak dalej, i tak dalej.

Głosy te, jak inne działania na rzecz otwarcia jeszcze dyskusji o niektórych zapisach dyrektywy nie przyniosły jednak zmiany sytuacji i odbyło się głosowanie. I tak wiemy już, jakie najważniejsze zmiany wnosi znowelizowana dyrektywa. Przewiduje ograniczenie delegowania do 12 miesięcy (z możliwością przedłużenia tego okresu o 6 miesięcy). Po tym okresie pracownik delegowany będzie objęty prawem pracy kraju przyjmującego z wyjątkiem zasad dotyczących zawierania i rozwiązywania umów oraz pracowniczych programów emerytalnych. Od dnia pierwszego delegowania pracownicy, oprócz stawek minimalnych, otrzymają także wszelkie dodatki i bonusy przysługujące pracownikom lokalnym. Firmy oprócz ogólnie obowiązujących układów zbiorowych będą musiały stosować także przepisy obowiązujące w poszczególnych regionach lub sektorach.  Dyrektywa powinna zacząć obowiązywać na terenie Unii od połowy 2020 roku.

Dla Polski ważne są decyzje dotyczące transportu czyli mówiąc po ludzku kierowców TiR-ów. Dyrektywa stanowi, że będzie ich obejmować do czasu przyjęcia rozwiązań sektorowych (lex specialis) czyli przepisów zawartych w oddzielnym dokumencie, tzw. Pakiecie Mobilności. W praktyce może to oznaczać, że jak się unijna maszyneria legislacyjna spręży, to Pakiet wejdzie na tyle szybko w życie, że nie będzie okresu objęcia kierowców dyrektywą o pracownikach delegowanych. Taka nadzieja pojawiła się w poniedziałek 4 czerwca, kiedy to Komisja Transportu i Turystyki Parlamentu Europejskiego (TRAN) przegłosowała serię rozporządzeń, które przewidują między innymi  wyłączenie transportu międzynarodowego  i tranzytu spod zasad delegowania przy jednoczesnym objęciu zasadami delegowania usług kabotażowych. (O transporcie kabotażowym możemy mówić wtedy, gdy firma transportowa świadczy usługę transportu drogowego w ramach prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej, nie mając jednocześnie siedziby w danym kraju. Przykładowo, polski przewoźnik świadczy kabotaż, realizując zlecenie transportu z Frankfurtu do Monachium). Komisja przegłosowała również propozycję wprowadzenia inteligentnych tachografów w pojazdach powyżej 2,4 t do 2024 r. oraz obowiązek odpoczynku dla kierowców poza kabiną, chyba, że kierowca zatrzyma się na certyfikowanym parkingu z odpowiednią infrastrukturą.

Trzeba jednak zauważyć i podkreślić, że to dopiero stanowisko Komisji TRAN! Teraz rozpoczną się działania „zakulisowe”, przekonywanie Rady (czyli rządów)no i potem głosowanie całego dokumentu już na sesji plenarnej. Dalszy ciąg tych zabiegów zacznie się już po wakacjach.